Akceptacja siebie to dla mnie umiejętność spojrzenia na siebie z życzliwością, nawet wtedy, gdy coś mi nie wychodzi. W teorii brzmi to bardzo prosto, ale w praktyce bywa naprawdę trudne. Często porównujemy się z innymi i wydaje nam się, że powinniśmy być lepsi, ładniejsi albo bardziej „idealni”. Też czasem tak mam. Zrozumiałam jednak, że akceptacja siebie nie oznacza, że przestaję się rozwijać. Chodzi raczej o to, by nie być dla siebie aż tak surową. Staram się mówić sobie: „Jestem wystarczająca, nawet jeśli popełniam błędy”. Uczę się zauważać swoje emocje, pozwalać sobie na słabsze momenty i cieszyć się małymi sukcesami. Patrzę na siebie tak, jak patrzyłabym na dobrą przyjaciółkę z wyrozumiałością. Dzięki temu czuję więcej spokoju i pewności siebie






