Każdemu czasem trafia się dzień, który od samego startu jest „nie do życia”. Budzisz się i już czujesz, że coś ci ciąży, myśli latają jak szalone, a zwykłe rzeczy nagle wyglądają jak ogromne wyzwania. Z czasem zrozumiałem, że w takich momentach najważniejsze jest po prostu pozwolić sobie czuć to, co czuję, zamiast na siłę udawać, że wszystko gra. Kiedy daję sobie do tego prawo, dużo łatwiej mi przejść przez trudniejszy dzień.Gdy dopada mnie smutek, stres albo taka bezsensowna presja, próbuję najpierw ogarnąć, skąd to się w ogóle bierze. Czasem powód jest jasny jak słońce — za dużo obowiązków, brak snu, kłótnia z kimś bliskim. A innym razem nie mam pojęcia, o co chodzi, więc po prostu siedzę chwilę w ciszy i daję sobie czas, żeby myśli trochę się uspokoiły. Samo zauważenie, że coś mnie gryzie, pomaga mi ruszyć dalej.Mam też kilka swoich sposobów na poprawę nastroju — taką własną „pierwszą pomoc” na gorsze dni. Jednym z nich jest po prostu zmiana otoczenia w domu. Często przestawiam coś na biurku, zapalam ulubioną świeczkę, sprzątam mały kawałek przestrzeni albo siadam w innym miejscu niż zwykle. To niby drobiazg, ale od razu mam wrażenie, że w głowie też robi się trochę więcej porządku.Druga sprawa to muzyka. Mam playlisty, które potrafią mnie uspokoić albo odwrotnie — dodać energii, kiedy jestem totalnie bez sił. Muzyka działa na mnie lepiej niż niejedna rozmowa — nie ocenia, nie pyta, po prostu jest i pomaga.Często ratuje mnie też kontakt z kimś, komu ufam. Nie zawsze mam ochotę opowiadać o wszystkim, ale kiedy już się przełamię i powiem, co mnie męczy, od razu robi mi się lżej. Czasem potrzebuję rady, a czasem tylko tego, żeby ktoś mnie wysłuchał. Ale są też dni, kiedy wolę pobyć sam i nic nikomu nie tłumaczyć — i to też jest okej.Kiedy czuję, że wszystko mnie przytłacza, staram się zająć czymś, co naprawdę lubię. Włączam ulubiony film, gram, czytam, albo po prostu pozwalam sobie na totalny chill bez wyrzutów sumienia. Zrozumiałem, że odpoczynek nie jest marnowaniem czasu — to coś, co pozwala mi potem działać lepiej.Myślę też o nawykach, które mogłyby sprawić, że rzadziej będę czuł się tak przeciążony. Chciałbym lepiej ogarniać czas, bo wiem, że odkładanie wszystkiego na później tylko dokłada stresu. I chcę częściej robić coś kreatywnego — pisać, rysować, tworzyć cokolwiek dla przyjemności. Takie rzeczy naprawdę potrafią uspokoić głowę.Podsumowując, gorsze dni zdarzają się każdemu i nie da się ich wymazać. Ale można nauczyć się reagować na nie tak, żeby nie rozwalały całego nastroju. Dla mnie kluczowe jest zatrzymać się na chwilę, wsłuchać w siebie i dać sobie to, czego naprawdę w danym momencie potrzebuję — czy to muzykę, rozmowę, chwilę samotności albo zwykły odpoczynek. Dzięki temu nawet kiepskie momenty stają się łatwiejsze do ogarnięcia.






